niedawno wpadlo mi w rece wydawnictwo propagandy. kultowy (tak tak) film pt FALA. niektorzy czytelnicy wiedza o co chodzi, ale przypomnijmy za wiki:
“Fala – Jarocin ‘85 - polski film rockowy dokumentujący Festiwal Muzyków Rockowych w 1985 r.”
sam film widzialam kiedys, lata temu.
oczywiscie, mozna ten film kupic na dvd, ale pewnie latwiej go zobaczyc w sieci. na youtube oczywiscie.
przyznaje, ze gdy go zobaczylam ponownie, przezylam maly szok… i nie chodzi tylko o muzyke (swietna, wiadomo), ale o klimat tamtych lat.
moi drodzy.
powiem krotko. wtedy, bylo jedno wielkie NIC. a przeciez ludzie wspominaja tamte czasy z wielkim rozczuleniem! jednak ja, patrzac na tamte zdjecia, nie moglam oprzec sie wrazeniu, ze wiele prawdy jest w stwierdzeniu klasyka, ze “Nie ma czegoś takiego jak stare, dobre czasy. To tylko nasza zjebana optyka.”
nie bylo internetu. komorek. toitojow… zero samochodow. widok konsolety, obudowanej surowymi dechami, z naciagnieta na to przezroczysta folia mnie rozwalil.
ale muzyka. i ta energia. to bylo najwazniejsze.
a teraz mamy 2009 rok.
i czytam relacje z festiwalu opener:
“Paulina Warzywoda jechała pociągiem “Słoneczny” z festiwalu Opener. To tani pociąg, bilet kosztuje ok. 20 zł. Wagony są jednak w dobrym standardzie – dwupoziomowe, klimatyzowane – Na dwie godziny przed dojazdem do Warszawy wyłączono klimatyzację. Zrobiło się strasznie gorąco, w wagonie było trzy razy więcej ludzi niż powinno być. Nie było ani jednego otwartego okna, tylko jeden lufcik, który nie wpuszczał wystarczająco dużo świeżego powietrza. Siedzieliśmy bez koszulek, woda skraplała się z sufitu”
czytam i sie smieje. maly dramat, brak klimatyzacji.
oczywiscie. mamy rok 2009, komorki, internet i fajne toitoje i swoje wyobrazenia.
ale kochani! to nie zwalnia od myslenia.
mozna byc optymista i wierzyc, ze szacunkowe 60tys ludzi, w jednym momencie przemiesci sie bezkolizyjnie z koncertu do domu. bo podobno wiara czyni cuda?
a powaznie.
nawet jesli czasy sie zmienily, to nasza mentalnosc niestety nadal troche kuleje.
w konkretnym przypadku openera:
owszem, za malo toitojow. bo ich zawsze jest za malo.
nawet taki sikacz openerowy (piwem tego nie nazwe), jest moczopedny. ale czy to tlumaczy panow, ktorzy nie majac ochoty stac pokornie w kolejce, sikaja za toitoje? nie. a jeszcze ta cholerna grawitacja, tworzaca piekne kaluze od strony kolejkowiczow…
za malo wagonow? pewnie tak. ale czy ktos przytomny wciska sie w nabity do granic rozsadku wagon w pociagu slonecznym, liczac na komfort i wygode?
brakuje mi sily na podsumowania. powiem jedynie, ze myslenie “place i wymagam” jest swietne, ale nie sprawdza sie w praktyce. bo na zmiane mentalnosci jeszcze musimy troche poczekac. tak po stronie organizatorow, jak i samych festiwalowiczow…
przepraszam, czy tu pija?
7 lipiec 2009 autor: pajeczaki
Odpowiedzi: 28





wystarczy:
nie jezdzic na festiwale typu o!pener
jezdzic samochodem
i dla rownowagi dodam
na udstok jezdzi ze 200000 tys luda (gownie pocionkami)
i raczej nie czyta sie takich wstrzasajacych relacji w prasie
a pozatem tradycyjnie
panksnotded!
(jade zobaczyc brainsow)
Jednak mam zawsze dzikiego farta z tym Słonecznym :)))
Te toitoje między worldem a mainem faktycznei były słabe. Ale te między miasteczkami całkiem do przyjęcia. Rzadko się stało w kolejce :))
No i ostatniego dnia w zasadzie nie jadlam. Bylam głodna, ale jak pomyślałam o tym ciężkim żarciu topionym w tłuszczu, albo takim całkiem bez smaku, to już wolałam przeczekać głód :))
analogu >> w takiej masie wystarczy kilku burakow zadymiarzy i juz brakuje sposobu co z tym zrobic. gazem w ludzi? slabe to bylo.
brainsi – wiem. nie bylam na ich ostatnim koncercie w wawie i mam gule.
a dzis w pozn. tez wiem.
…
asel >> bo Ty to juz jestes stary wyjadacz ;) i nie marudzisz z byle glupoty.
publicznosc tego festiwalu to temat na oddzielny watek ;D
tak – pisze o tamtych przy world. ludziom/panom nie chcialo sie biegac do tych drugich i bylo jak bylo.
ogolnie (organizacyjnie) wiele spraw na plus, ale kilka na minus. organizator powinien wziac pod uwage, ze nie wszyscy beda karnie sluchac polecen grupki “ochroniarzy” i wkradnie sie chaos.
a muzycznie? to moze tez cos skrobne. ku pamieci ;)
na tym ostatnim >10 lat temu?
bylismy i co nieco palilismy ;)
10 lat, albo i wiecej?
“co nieco” yhmmm
:D
Uff. Zara będzie relacja foto. Łącznie z tymi toitoiami makabrycznymi..
swietnie! bo mnie sie w temacie zdjec nawet palcem w bucie ruszyc nie chcialo :]
/ale izraela sobie poczatek komorka skrecilam http://www.youtube.com/watch?v=MTQ6NHiYh60
Dobrze bylo sobie przypomniec Fale, dzieki i za poczatek Izraela komorka, tez, Pajeczaki:)
Sad.a.5 >> :)) prosze uprzejmie!
bardzo mnie ciekawilo jak zagraja i naprawde dali rade :)
/ps. mail doszedl mam nadzieje??
usciski!
Przejrzałem listę artystów i ziewnąłem, pop napada ;-P Ostatni raz jak byłem na festiwalu to wracałem rankiem na pole namiotowe z Nieznaną Przyboczną, w samych majtach, bo spodnie gdzieś zgubiłem. A tojtoj to był las pięć metrów za namiotem i liść. I tak dobrze, że nie szyszka. Ta młodzież dzisiejsza to rozpieszczona jest, sacre bleu.
ale, ze przynajmniej w majtach to Ci sie chwali :D
ale Nieznanej
…
standardy zmieniają się szybko
ludzie nie
MrM >> no wiem /o Jarocin
tylko, ze jesli nawet jakis procent z przyslowiowych 5tys postanow sikac za scena, a nie w kibelkch, to moze byc problem. w wiekszej masie burakow znajdzie sie wiecej, a i inni ludzie nie reaguja. ja np opierdalam jak ktos sie wpycha w kolejke, bo na ciaze nie wyglada (chociaz niepelnosprawnosc umyslowa moge podejrzewac)
pozniej taka osoba staje sobie przy wyjezdzie i ma gdzies innych, bo ON. rozwiazan jest kilka, ale co mnie to :)
na prawdziwych homo festivalus jeszcze musimy troche poczekac ;)
nigdy nie byłem na żadnym festiwalu
jakoś tak wyszło
a poza tym lubię
jak z saksofonu popluje mnie saksofonista
poczuć pot perkusisty
nadepnąć gitarzystę
i takie tam
niuanse wynikające z małej sali i niewielkiej publiki
ale
podobno atmosfera w tym roku była genialna
ja nie wiem
czy w tym całym ogóle
warto zwracać uwagę na tojtoje i buraków,
czy lepiej olać, przemilczeć
zostawić pozytywne wrażenia tylko
>>panie mirza
z badań naukowych i analiz
jakie przeprowadziłem
przy okazji i bez też (ponoć okazja jest zawsze)
masa krytyczna wynosi 3 (trzy) sztuki
ludzkość by tego nie przetrwała
bez zmian
ho ho ho
Zet >> ja lubie nie tyle festiwale, co muzyke :) dla Ministry przecierpialam nawet w Stodole, chociaz wiadomo – syf (co z tego, ze atmosfera)
na burakow oczywiscie, ze warto. ZAWSZE. nie sa sednem festiwalu (bo o tym moze cos nabazgrze pozniej), ale skutecznie utrudniaja zycie. mozemy ich ignorowac, nastepnym razem bedzie wiecej.
oczywiscie ja sobie radze (bo nie z jednego pieca chleb itd), ale ogolna ocena jest taka wlasnie :) a od hurrrrraaaoptymizmu medialnego jestem daleka, bo konfrontujac wrazenia z pola (czesciowo na biezaco), z tym co mowia w mediach, momentami nie moglam uwierzyc, ze jestem na tym samym festiwalu ;)
FNM podobno rewelacja?
rzeczywiście?
podoba mi się co patton robi bez nich
kasy chyba im brakuje ;)
FNM? moim zdaniem najlepszy koncert festiwalu (z tych co widzialam oczywiscie)
:))
a Patton to demon, chociaz pozostalym tez niczegonie brakuje ;)
Patton to przede wszystkim mój przyszły mąż1 :)))
(IMHO Q-Tip był lepszy, ale to trzeba, jak podejrzewam, lubić hiphopki. Choć kumpeli, która nie przepada, też się podobało. Na FNM trochę szwankowało nagłośnienie :/)
Patton jest juz zajety! moj Ci on ;P ;P do padaczki dzwiekowej na main juz sie przyzwyczailam, momentami byla masakra. jedna z rzeczy do poprawki! :)
Onie, BYŁAM PIERWSZA!!
No włąśnie nie pamiętam takich problemów z nagłośnieniem wcześniej.. Ale też wcześniej z reguły stałam dużo bliżej.
(W tym roku ani razu nie trafiłam pod samą scenę. Ale też nie było niczego, co byłoby tego tak bardzo warte :/)
:))) bic sie z Toba nie bede, bo znasz takie jakies sztuczki… ;))
problem zaczyna sie tuz za “wieza”. dzwiek faluje i czasami zanika itd. niestety naklada sie tez to co dzieje sie na innych scenach. zreszta wiadomo.
mnie tez raczej nic nie sciagnelo blizej :)
kupiłem sobie taką płytę zu
patrz co ten gość z nimi wyczynia
Bas nawet daje radę. Przekąszę więcej.
fajne! dzieki za podszepty :)
tu się sporadycznie pokazują podszepty
zgadzam sie z Przedmówcami i dodam,
że największy koncert, na jakim byłem — to cca 120 a może nawet 140 tys. ludzi.
ale to było w Enerde; i tam panował prządek
(i tosenevrati — wiec nie ma na co czekać; ;–)
MrM >> no bo w Enerde… ;))
ludzie nie maja porownania.
a wystarczylo postawic jakas babcie klozetowa i takich leszczy pradem… hehe
itd.
no. nie ma co czekac, trzeba uciekac ;)